Nie czytałem całego tematu, chcę się jedynie podzielić moim ogólnym podejściem do zagadnienia niezdrowych produktów żywnościowych. Kiedy parę lat temu zainteresowałem się kwestią zdrowego żywienia, natrafiałem głównie na hasła o ograniczeniu spożywania lub nawet eliminacji niektórych rzeczy z jadłospisu, np. mleko, chleb, sól, cukier, słodycze itd. Do dzisiaj nie piję mleka, chleb okazyjnie, słodyczy już nie kupuję itd. To dobrze unikać takich rzeczy, jednak w diecie ważniejsze jest chyba jednak coś innego - to znaczy ważniejsze jest, co jesz, niż czego nie jesz. Co mam na myśli - oczywiście najlepiej nie jeść wyżej wymienionych przeze mnie rzeczy, jednak trzeba je czymś zastąpić. Jaka jest najzdrowsza dieta? Czy to dieta bez mleka? Może bez chleba, produktów zbożowych itd? A może taka bez mięsa? Przeciwnie, najlepsza dieta to przede wszystkim dieta zróżnicowana. Dlatego wprowadzając zdrowe nawyki żywieniowe polecam skupiać na poszerzaniu swoich składników diety, nie na wyłączaniu kolejnych produktów. Wyrzuć to, wyrzuć tamto - łatwo jest tak odrzuć kolejne składniki menu, trudniej zastąpić je sensownymi, tanimi zamiennikami. Dlatego na przykład niektóre kobiety, które interesują się zdrowym trybem życia dość szybko wyrzucają połowę rzeczy ze swojego jadłospisu (co jest dość oczywiste, skoro wcześniej żyły na diecie złożonej głównie z wysokoprzetworzonego, mało wartościowego pożywienia, które jest odradzane) i niewiele im zostaje, jedzą ciągle to samo albo kilka rzeczy na przemian i mają dietę gorszą niż na początku, bo mało urozmaiconą.
Nie neguję sensu tego tematu ani nie odradzam odrzucania niezdrowej żywności. Popieram! Ale wszystko z głową, jak chcecie się zdrowo odżywiać to najpierw pomyślcie, co będziecie jeść, a potem - czego nie będziecie.
Takie rzeczy, jak cukier, słodycze, sól, alkohol - można odrzucać od razu i niczym ich nie zastępować to zło.
Ale na przykład chleb, mleko, panga, ryż biały, kebab, parówki itd. itp. - to są produkty, które dostarczają minerałów, witamin, makroelementów i jak jecie je od zawsze to nie wyrzucajcie ich najpierw i nie zastanawiajcie się dopiero potem, co jeść, bo skończycie jedząc wafle ryżowe na śniadanie, wafle ryżowe na obiad i wafle ryżowe na kolację, a potem przeczytacie, że wafle ryżowe są niezdrowe. Ostatecznie nic się nikomu nie stanie nawet jak będzie jadł tą parszywą pangę, zagryzał chlebem i popijał mlekiem, jeśli tylko je toleruje.
Ja teraz głównie staram się właśnie wszelkie zmiany w diecie wprowadzać metodą dodawania nowych produktów, staram się poznawać coraz więcej zdrowych potraw, stopniowo nimi zastępuję to, co niepożądane. I taką kolejność działania polecam.
I nie bądźcie zbyt radykalni w odrzucaniu różnych rzeczy, czasem nie taki diabeł straszny jak go malują. Jakaś jedna wada jakiegoś produktu spożywczego może być rekompensowana przez inne jego zalety, to, że coś ma jakieś wady, nie znaczy, żeby wyrzucać to na stałe z jadłospisu. Sprawdzajcie też, na ile jakieś zarzuty wobec jakiegoś produktu są w ogóle uzasadnione, jak mówi chemia "wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, zależnie od dawki". Dajmy na to niektórzy się naczytają gówien na necie i potem szukają aspartamu w składzie jakichś leków, które bierze się i tak w małych dawkach, i nie kupią takich gdzie ten aspartam jest - bo się metabolizuje na metanol i powoduje ślepotę. To nic, że tabletka jest malutka i bierze się tylko jedną dziennie, że inni piją butelki słodzonych tym napojów i jakoś nie ślepną. A przy piciu wódki to metanolu z etanolem też trochę do organizmu się dostaje, wytwarza się go też przy metabolizmie etanolu znacznie więcej niż przy przerabianiu tego nieszczęsnego aspartamu, i też nic złego w związku z tym się nikomu nie dzieje. Nie jestem fanem aspartamu, może ma jakieś złe właściwości, chcę tylko wyczulić na takie debilne podejście, szczególnie na necie można się nabrać na różnych oszołomów. Tym bardziej, że dzisiaj wszystkie pola są pryskane, zwierzęta karmione chemią i tak naprawdę do wszystkiego się można przyczepić. Jak nie zwariować - jeść dużo rozmaitych rzeczy, dopóki nie ma wyraźnych, sensownych, naukowo uzasadnionych podstaw by sądzić, że coś faktycznie szkodzi bardziej, niż ekwiwalentne produkty.