Już wiem, czemu mi podciąganie nie wychodzi. Zrobiłam analizę od początku roku (drążek dostałam na gwiazdkę

) Rozpiszę, może ktoś się nauczy na moich błędach. Startowałam od zera, jako "trzcina myśląca".
styczeń - tylko zwisy.
2 - 16 luty - początek planu "100 podciągnięć".
16 luty - 2 marzec - zmiana na negatywy 5 x 5
2 marzec - 5 x jedno podciągnięcie
2 - 20 marzec - negatywy 5 x 5 (3 razy)
20 marzec - 10 kwiecień robiłam po 2 - 3 podc, stając między nimi na podłodze.
10 i 14 kwietnia podciągnęłam się 4 razy chwytem młotkowym w siłowni
Do 5 maja podciągałam się na treningach 3 - 4 razy (ze stawaniem między powtórzeniami).
6 maja bez stawania 3,3,3,2 podchwytem! To był przełom, który zignorowałam, bo dzień wcześniej postanowiłam zmienić 5 x 5 na F1. Gdyby nie Powadzi i Kaśka w ogóle przeszłabym na F1!!! Dzięki Wam dobrzy ludzie! Wtedy też zdałam sobie sprawę, że nie podciągam się z pełnego zwisu, tylko od lekko ugiętych łokci.
Następny miesiąc robiłam F1, a od czerwca znowu negatywy.
Cały czas stosowałam smarowanie gwintów.
Cofnęłam się dwa kroki w tył na własne życzenie

Teraz wiem, że powinnam dalej podciągać się w niepełnym zakresie i do tego dołożyć więcej zwisów i pracy barków. Teraz będę zaczynać prawie od nowa, ale już nie będę zmieniać planu co 2 tygodnie.
Dzisiaj tylko pilates i stanie na rękach x 3