Szamam ogólnie całe jajka, ale 2 dziennie (niemal codziennie) i mam wyrzuty sumienia, a w DO polecają minimum 4-5sztuk..
http://forum.dr-kwas...hp?topic=4718.0
Przestudiowałem 2 pierwsze posty - zbyt dużo biochemii jak dla mnie
Nasze strony:
Gdzieś tam wyczytałem (pewnie na MH), że żółtka lepiej sycą niż całe jajka.
Szamam ogólnie całe jajka, ale 2 dziennie (niemal codziennie) i mam wyrzuty sumienia, a w DO polecają minimum 4-5sztuk..
http://forum.dr-kwas...hp?topic=4718.0
Przestudiowałem 2 pierwsze posty - zbyt dużo biochemii jak dla mnie
Gdzieś tam wyczytałem (pewnie na MH), że żółtka lepiej sycą niż całe jajka.
Szamam ogólnie całe jajka, ale 2 dziennie (niemal codziennie) i mam wyrzuty sumienia, a w DO polecają minimum 4-5sztuk..
http://forum.dr-kwas...hp?topic=4718.0
Przestudiowałem 2 pierwsze posty - zbyt dużo biochemii jak dla mnie
Biochemia to podstawa do zrozumienia. Dzieki biochemii wiadomo, ze fruktoza jest rownie bezwartosciowa jak sacharoza ale wielu ja stosuje, bo mysli, ze "jest lepsza", bo "nie podnosci tak" poziomu glukozy we krwi, Tylko prawda jest taka, ze jest metabolizowana identycznie jak glukoza a jezeli nie jest to juz mamy syndrom metaboliczny czyli krotko mowiac jest lipa i poczatki zlego.....
Tak ci sie zdaje, bo pewnie tak wystukales z ksiazki, a jak jest naprawde? Czy moze mowisz juz o syndromie metabolicznym czy jeszcze o prawidlowo dzialajacym organizmie?Jest metabolizowana nieco inaczej, z pominięciem 1 z etapów kontrolnych glikolizy
Czyli nadmiar fruktozy jest jeszcze gorszy niż nadmiar czystej glukozy
nieprawdą jest że: fruktoza pomija główny etap regulacji glikolizy katalizowany przez fostofruktokinazę ponieważ fruktozo-6-fosforan powstaje wyłącznie z glukozo-6-fosforanu, a główną regulacją glikolizy jest stężenie cytozolowe ATP oraz stężenie cytozolowe cytrynianu, który jest kluczowym związkiem przenoszenia acetylo-CoA pochodzenia węglowodanowego niezbędnego do lipogenezy cytozolowej i syntezy ciał ketonowych, cholesterolu frakcji LDL. To syndrom diety korytkowej się nazywa...
Nie licze nic, zadnych kalorii ani stosunkow, paskow nie spawdzam. Od lekkiej ketozy sie nie umiera przeciez. Jedyne na co zwracam uwage to na proporcje ale to po prostu orientacyjnie. Jezeli sie je okreslony typ produktow to sie czuje.Salute!, Dom i inni stosujący dietę tłuszczową : liczycie poszczególne BTW czy jecie mniej więcej wg odczucia?
Sprawdzacie ketony na paskach?
No ale o co ci chodzi, to w koncu jest temat o diecie a udzial nie jest obowiazkowy, nikt nikomu sie nie kaze spowiadac. Co do tego czy ludzi interesuje biochemia i wiedza to racja, to ich interesuje dopiero potem, jak lekarz wypisuje recepte na obnizenie cholesterolu i nadcisnienia i trzeba wywalic troche siana na torbe lekow. Sluszna uwaga, nie ma sie co zbytnio tym interesowac, bo to lezy w interesie twojego lekarza i farmaceuty zebys zbyt duzo nie wiedzial i powielal powtarzane mity jako prawde. Takie jak ten o fruktozie."u mnie fruktoza pomija glowny etap regulacji glikolizy.."
tak na pewno 99% tak powie, LOL.
Możecie się bawić w biochemię, jednak ludzi to nie interesuje i nie każdy ma czas i możliwości by się zagłębiać w naukę biochemii i śledzić wszystkie nowinki naukowe. Jaskiniowcy także z dokładnością sprawdzali każdy produkt? Już to widzę jak barbarzyńca w miniówce zasłaniającej jego przyrodzenie, trzymający w drugiej ręce maczugę mówi do swojej kobiety "Nie jedz tej pomarańczy, bo będziesz mieć fatalny etap regulacji glikolizy". Za bardzo komplikujecie i później naukowcy się dziwią że nikt ich nie bierze na poważnie wśród społeczeństwa. Zawsze będą rządzić książki pisane bez naukowego bełkotu zawierające proste i rzeczowe informacje. Za dużo wiedzy to mętlik w głowie i tak naprawdę dalej nie wie się na czym się stoi. Jedni mówią jedz owoce, następni krzyczą nie jedz. Kolejni jedz mięso, inni spożywaj tylko rośliny. Kolejni pij kawę, kolejni pij herbatę. Hahaha. Potem się żyje jak nieustawione dobrze radio, zamiast pięknej nuty, lecą szmery i trzaski. Ja akurat jem owoce, i zawsze je będę polecał. Jestem w najlepszej formie, nigdy w takiej nie byłem i wcale nie musiałem się pozbywać owoców. Owszem jak ktoś się napycha samymi owocami to ma problem. Ale to także tyczy się mięsa, warzyw, jajek, ryb, orzechów i każdego innego jedzenia. Nadmiar nie służy nikomu. Zawsze powtarzam z jedzeniem jest jak z seksem. Tysiące pozycji i tysiące potraw. Każdy znajdzie coś dla siebie. Nie zaglądajmy nikomu do sypialni, i radzę nie zaglądać nikomu do talerza. To prywatna sprawa co kto je.
Tak ci sie zdaje, bo pewnie tak wystukales z ksiazki, a jak jest naprawde? Czy moze mowisz juz o syndromie metabolicznym czy jeszcze o prawidlowo dzialajacym organizmie?
Jest metabolizowana nieco inaczej, z pominięciem 1 z etapów kontrolnych glikolizyCzyli nadmiar fruktozy jest jeszcze gorszy niż nadmiar czystej glukozy
W koncu Harper podaje, ze fruktoza w kosmkach jelitowych jest w 100% przerabiana na glukoze i w tej formie trafia do wątroby. He?
Zamiast pisac farmazony siegnij cos z dziedziny antropologii, bardzo dobra ksiazka jest np "Na poczatku byl glos" prof Marka Konarzewskiego.
Ale słyszeliście gdzieś w mediach albo u lekarza, że owoce są ok, ale trzeba je ograniczać? Ja nie, słyszałem za to że człowiek powinien zjadać 5 porcji owoców albo warzyw dziennie.
Ewentualnie można dalej żyć na podstawie wiedzy z onetu (uwielbiam te artykuły, ostatnio się dowiedziałem, że mniejszą łyżką zjemy mniej kalorii
). Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz, podobno.
Tak, glod, literowka
Zamiast pisac farmazony siegnij cos z dziedziny antropologii, bardzo dobra ksiazka jest np "Na poczatku byl glos" prof Marka Konarzewskiego.
Chyba głódCzytałem tą książkę. Bardzo ją lubię aczkolwiek jak dla mnie w żaden sposób nie przemawia ona za dietą tłuszczową.
Tak, glod, literowka
A o przemawianie za tluszczowa mi nie chodzilo, bardziej o historie jak to sie ksztaltowalo, bez zadnych bajek o bilansach. Zreszta kiedy czlowiek byl padlinozerca to byl na typowej tluszczowce, najpierw podroby (wnetrznosci) potem mozg, szpik, a bialka niewiele, bo "krolicza glodowka" szybko sie zjawiala. Drapiezniki tez tak robia, glownie wnetrznosci, mozg, szpik, miesni nie ruszaja zbytnio.
Nie jem sześciu posiłków dziennie, żywię się intuicyjnie. Mam gdzieś rady żywieniowe lekarzy, farmaceutów, dietetyków a także Twoich guru od żywienia. Przeczytałem kilka książek w tym temacie i resztę stosuje w praktyce, co genialnie mi działa. Naczytałem się bzdur typu 'nie jedz owoców bo zawiera fruktozę, będziesz miał słabe samopoczucie i będziesz tył'. Wcinam naprawdę dużo owoców, a sześciopak ani drgnął, mhm. Także radzę podchodzić sceptycznie do niektórych nowinek naukowych. A ludzie nawet chorujący na raka płuc, gdzieś mają fizjologię i biochemię oni chcą tylko 'środka' który ich wyleczy, ich naprawdę nie interesują mechanizmy. Taki świat.Nie licze nic, zadnych kalorii ani stosunkow, paskow nie spawdzam. Od lekkiej ketozy sie nie umiera przeciez. Jedyne na co zwracam uwage to na proporcje ale to po prostu orientacyjnie. Jezeli sie je okreslony typ produktow to sie czuje.
Salute!, Dom i inni stosujący dietę tłuszczową : liczycie poszczególne BTW czy jecie mniej więcej wg odczucia?
Sprawdzacie ketony na paskach?
No ale o co ci chodzi, to w koncu jest temat o diecie a udzial nie jest obowiazkowy, nikt nikomu sie nie kaze spowiadac. Co do tego czy ludzi interesuje biochemia i wiedza to racja, to ich interesuje dopiero potem, jak lekarz wypisuje recepte na obnizenie cholesterolu i nadcisnienia i trzeba wywalic troche siana na torbe lekow. Sluszna uwaga, nie ma sie co zbytnio tym interesowac, bo to lezy w interesie twojego lekarza i farmaceuty zebys zbyt duzo nie wiedzial i powielal powtarzane mity jako prawde. Takie jak ten o fruktozie."u mnie fruktoza pomija glowny etap regulacji glikolizy.."
tak na pewno 99% tak powie, LOL.
Możecie się bawić w biochemię, jednak ludzi to nie interesuje i nie każdy ma czas i możliwości by się zagłębiać w naukę biochemii i śledzić wszystkie nowinki naukowe. Jaskiniowcy także z dokładnością sprawdzali każdy produkt? Już to widzę jak barbarzyńca w miniówce zasłaniającej jego przyrodzenie, trzymający w drugiej ręce maczugę mówi do swojej kobiety "Nie jedz tej pomarańczy, bo będziesz mieć fatalny etap regulacji glikolizy". Za bardzo komplikujecie i później naukowcy się dziwią że nikt ich nie bierze na poważnie wśród społeczeństwa. Zawsze będą rządzić książki pisane bez naukowego bełkotu zawierające proste i rzeczowe informacje. Za dużo wiedzy to mętlik w głowie i tak naprawdę dalej nie wie się na czym się stoi. Jedni mówią jedz owoce, następni krzyczą nie jedz. Kolejni jedz mięso, inni spożywaj tylko rośliny. Kolejni pij kawę, kolejni pij herbatę. Hahaha. Potem się żyje jak nieustawione dobrze radio, zamiast pięknej nuty, lecą szmery i trzaski. Ja akurat jem owoce, i zawsze je będę polecał. Jestem w najlepszej formie, nigdy w takiej nie byłem i wcale nie musiałem się pozbywać owoców. Owszem jak ktoś się napycha samymi owocami to ma problem. Ale to także tyczy się mięsa, warzyw, jajek, ryb, orzechów i każdego innego jedzenia. Nadmiar nie służy nikomu. Zawsze powtarzam z jedzeniem jest jak z seksem. Tysiące pozycji i tysiące potraw. Każdy znajdzie coś dla siebie. Nie zaglądajmy nikomu do sypialni, i radzę nie zaglądać nikomu do talerza. To prywatna sprawa co kto je.
Dzikusy zywili sie intuicyjnie, nie "urozmaicali" swoich posilkow na sile, zeby je "zbilansowac". Nie jedli 6 posilkow dziennie i nie dodawali do kazdej porcji owocow i warzyw. Jadl to co mogl upolowac a potem to co mogl zebrac jezeli nie wyszlo. A objetosc mozgu czlowieka przez ostatnie 12 tysiecy lat zmniejszyla sie o 10% Wiesz z czym to jest zwiazane? Z neolitem i "udomowieniem" zboz. Zamiast pisac farmazony siegnij cos z dziedziny antropologii, bardzo dobra ksiazka jest np "Na poczatku byl glos" prof Marka Konarzewskiego. Nikt nigdy sie nie zajadal owocami na taka skale jak dzisiaj. Trzustka nie byla/jest ewolucyjnie przystosowana do takich skokow poziomu cukru we krwi jaka jej sie dzisiaj funduje.
Co do tej formy, - Tsatsouline w jednej ksiazce napisal takie zdanie "tylko miernoty sa caly czas w formie"
0 members, 0 guests, 0 anonymous users