Tak ale nie musisz przecież wykonywać tego z taką samą częstotliwością jak żołnierze czy komandosi od razu, co nie? Każdy ma swój rozum, zawsze to powtarzam.
Co do tej szkodliwości na stawy, to nie do końca się zgadzam. Jest to gadanie trochę moim zdaniem bezpodstawne. Bo ja dzięku marszom ciągnąc za sobą odważniki, wyrobiłem sobie niemalże stalowe stawy biodrowe, a ciało jak wspominałem stało lżejsze i poruszam się znacznie z większą gracją. Dla mnie to jest wyznacznik. Do wszystkiego trzeba podchodzić z głową i przede wszystkim stosować regresje. Jeśli ktoś nie ma nawet minimalnej koordynacji w ciele, to niech maszeruje w miejscu po prostu, wysoko unosząc nogi. Ktoś kto nie ma odpowiednich fundamentów przecież też od razu nie pójdzie i nie zacznie robić wymachów odważnikiem, bo się bardzo szybko uszkodzi. Wszystko trzeba atakować progresywnie i trzeba zostawić ego daleko z tyłu. Jak zauważyłem to opanowanie do perfekcji regresji powoduje że pozostałe kroki stają się łatwe i praktycznie wyklucza się ryzyko urazów.
Tak jest na przykład z wymachami. Najpierw należy zacząć od podstawowych wzorców ruchowych (mostek krótki, dotykanie tyłkiem ściany, dzień dobry, potem ugięcia z objętym odważnikiem, martwy ciąg z odważnikiem, wymach, widzisz jaki łańcuch). Większość urazów i tych rzekomych uszkodzeń bierze się ze zbyt dużego ego co poniektórych ćwiczących jak widzę. Warto się wrócić do podstaw, bo i tak wszystko w końcu wraca do podstaw. Jeśli komuś kiepsko wychodzi muscle up. To niech go nie ciśnie na siłę, niech wróci do regresji czyli dipów i podciągnięć, tam niech się podszlifuje, podbuduje podstawy i niech wróci spowrotem.
Gdy ja czuję że mi rwanie z cięższym odważnikiem zaczyna siadać, to po prostu wracam do wymachów, nie boję się nawet wrócić do dotykania tyłkiem ściany. Tak to ładnie działa, jak sekwencja w łańcuchu. Regresja, potem progresja. Wszyscy jednak zawsze patrzą na progresje a regresje które są bardzo kluczowe są bardzo często pomijane. Podobnie jest z raczkowaniem. Jeśli komuś sprawia problem 1-2 minuty zwykłego leoparda lub pająka, to kompletnie nie widzę sensu by dokładał sobie jakiekolwiek obciążenie.
Co do marszów, podoba mi się taka ciekawostka z "Oryginalnej siły". Dawni legioniści rzymscy zawdzięczali dużą siłę i sprawność fizyczną, właśnie między innymi poprzez długie marsze w pełnym, ciężkim ekwipunku. Odkąd również wprowadziłem to w swój trening i widzę jakie to daje korzyści, to wiem że jest to prawda.
Tylko powtarzam raz jeszcze wszystko małymi kroczkami. Lubię porównanie Dana Johna ze słoniem. Jeśli Twoim celem będzie zjedzenie słonia, to nie zjesz go naraz, tylko będziesz go gryzł kawałek po kawałku. Dokładnie tak samo to działa w przypadku treningu.
Niech przykładem będzie raczkowanie do tyłu z obciążeniem. Jeśli ktoś nie potrafiący raczkować w pozycji niemowlaka rzuci się na to ćwiczenie, to jestem pewien że tylko się nabawi urazu i nie uzyska żadnych korzyści. Najpierw trzeba opanować niemowlaka, potem próbować z leopardem czy pająkiem. Stopniowo wydłużać czas raczkowania. Kroczkami po malutku. Raczkowanie pod tym względem jest bardzo brutalne i szybko kasuje ludzi z dużym ego, którzy mimo że mają dużą sprawność fizyczną, to okazuje się że pająk ich dosłownie rozwala. Skoro nawet takiego zawodnika jak Geoffa rozwala ;]