Ogromnie Cie Kasiu przepraszam ale zupełnie nie załapałem, że jesteś kobietą. Jak bym to od początku wiedział to moja odpowiedź na Twój post brzmiałaby zupełnie inaczej... Teraz muszę naprawić swój błąd i wypaść troszeczkę lepiej.

Więc pozwolę sobie zacząć od początku. Witam serdecznie pierwszą przedstawicielkę płci pięknej na forum. Super, że zainteresowałaś się treningiem z wykorzystaniem masy własnego ciała. Jest to naprawdę świetna metoda treningu, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, iż jest to prawdziwa Sztuka Treningu (pisana z dużej litery), która nie ma sobie równych. Aby rozpocząć przygodę z kalisteniką nie potrzebujesz praktycznie niczego prócz dobrych chęci i samozaparcia. Aby przeprowadzić efektywny i wartościowy trening nie trzeba specjalistycznego sprzętu, ubioru czy pieniędzy... Jesteś tylko Ty, a na przeciwko Ciebie cel jaki chcesz osiągnąć. Siła, wytrzymałość, sprawność, zdrowie oraz świetna sylwetka - wszystko to w zasięgu ręki.
Nie mam zbyt dużego doświadczenia w treningu z kobietami ale wiem że Wy (kobiety) macie zupełnie inne cele oraz priorytety (w treningu i w życiu ogólnie, ale to nie miejsce aby poruszać ten temat

). Również przyczyny, dla których postanawiacie trenować są najczęściej zupełnie inne niż nasze. Wy robicie to zazwyczaj dla upiększenia siebie, a my dla siły i sprawności. Specjalnie nie biorę pod uwagę pseudo "kulturystów", których jest teraz zatrzęsienie i którzy spędzają na siłowni masę czasu pompując swoje nienaturalne mięśnie. Tacy ludzie to pozerzy, pustaki, którzy ślepo wierzą, że jak będą mieli duże łapy i klaty oraz opalą się na solarium to będą zajebiści i ładni. Te karykatury nie mają nic wspólnego z kulturą fizyczną i nie powinno się ich wiązać z takimi słowami jak: trening, siła czy sprawność. Wrócę jednak do tematu bo troszeczkę mnie zawiało...
Długo namawiałem swoją wybrankę serca do wspólnych domowych treningów i kiedy w końcu mi się to udało stanąłem przed trudnym zadaniem.
Przecież nie będzie robić ze mną tych samych ćwiczeń, muszę ułożyć specjalnie dla niej jakiś fajny trening, po którym będzie widzieć efekty oraz nie zniechęci się za szybko.Sprawa okazała się wcale nie prosta, wręcz mnie zaczęła przerastać.
Kobieta to nie facet, nie zmuszę jej do robienia ze mną pompek, czy stania na rękach, bo nie o to jej chodzi.Tym bardziej, że do najzdolniejszych (sprawnościowo) moja ukochana niestety nie należy. Tu najzwyklejsze pompki okazały się barierą nie do przejścia...
Aby dłużej nie przeciągać, bo się troszkę za bardzo rozpisałem, historie skrócę do minimum. Skoro sam nie byłem w stanie wymyślić czegoś naprawdę dobrego, postanowiłem zdać się na innych. Mam jednak pewną wiedzę oraz doświadczenie przez co w rzetelny sposób potrafię odróżnić gówniany trening od wartościowego. A ponieważ internet to bezdenna studnia wiedzy jak i równocześnie niezły śmietnik, trzeba być bardzo ostrożnym w selekcjonowaniu i dobieraniu wartościowych treści.
Udało mi się jednak natrafić na pewien bardzo ciekawy blog, na którym regularnie pojawiają się propozycje treningowe dla płci pięknej oraz wiele ciekawego tekstu z inteligentnym przekazem. Idealne miejsce dla kobiet chcących rozpocząć trening.
Sama autorka blogu to bardzo ciekawa postać. Mała, drobna osóbka, po której mało kto by się spodziewał, że od 7 lat trenuję sporty walki, od 2 lat naucza Krav Mage Cardio oraz, że aktualnie jest jedyną licencjonowaną instruktorką HKC w Polsce (
HARDSTYLE KETTLEBELL CERTIFICATION - << KLIK >> aby dowiedzieć się więcej). Co to oznacza? W dużym uproszczeniu, że posiada kwalifikacje, za które ręczy sam Pavel Tsatsouline. Myślę, że więcej dodawać nie trzeba.

Wszystkich zainteresowanych odsyłam na:
http://powerworkout.blog.plPolecam nie tylko dziewczynom, my panowie również możemy wile wynieść z treści tego bloga. Pozdrawiam