Ja to jako zwolennik klasyczki nawiązując do wątku przewodniego polecam leniwce. Wykonanie banalne, ja zdążam je zrobić zanim zagotuje się woda w garze, potem pogotować aż wypłyną do wierzchu i smacznego z masełkiem i tartą bułką, chociaż ja to wolę ze śmietaną akuratnie. Niektórzy to lubią z cynamonem i cukrem ale ja nie polecam. Ewentualnie placki z twarogu, to się robi rzadkie ciasto (na kostkę twarogu jajko i jakaś łyżka mąki ziemniaczanej, deczko soli), otoczyć w mące i na masełku na rumiano, to ze śmietaną się zajada. Ewentualnie fajnie wychodzą na słodko z rodzynkami i wtedy cukier-puder, co krzepi.
Delicja to kluski-knedelki z twarogu i manny. Wciepać mannę do twarogu należy, jajko, kapka soli i zostawić tak na pół godziny, coby to napęczniało. Potem otoczyć w mące i ugotować, jak chodzi o mnie najlepiej smakują mi takie, że z zewnątrz normalnie ugotowane, a w środku jeszcze nie do końca, ale to ciężko opisać jak to wyczuć.
Krążą jeszcze przepisy na np. knedle z ciasta jak na leniwce, zawinąć w takie ciasto grubości 1cm kawałek jabłka i to ugotować, usmażyć. Ja nie testowałem. No i z ciasta serowego sporo rzeczy można upiec sobie na zaś jak kto woli.
Kiedyś też robiłem serniki bez spodu. Sam ser, jajka, piana osobno coby spulchniło, deczko mąki, proszku do pieczenia, soli i to chyba było wsio, tylko to tak po spartańsku. Fajne serniki wychodzą na budyniach śmietankowych, na 1kg sera to ze dwa wdupić trzeba. Albo z kakao kiedyś robiłem, tylko trzeba oszczędnie z tym, bo jak za dużo to gorzkie jak sam skurwisann.
Szamałem też "pyry z gzikiem" - polecam. Kartofle w mundurkach, do twarogu wkroić cebulę, deko śmietany coby się to rozsmarowało i smacznego.
Kasza z serem w sumie średnio, makaron nie jadłem. Naleśniki z serem kozaczek, ale to już słodkie na niedzielę raczej, no chyba, że nazywasz się Hellboy.
A na kanapki to zwykła buła z serem robi dobrą robotę.
Tylko nie sam ser i nie za dużo, masełko obowiązkowo.
A tak poza tym - tu jest Polska i tu się je po polsku, kiedyś to i sam twaróg jadłem albo sam z rodzynkami itp. ale to jest szajs nie jedzenie, jak to trzeba wmuszać w przełyk. Jedzenie to smaczne ma być i jak już nie piję, nie ćpam, nie palę i nie rucham to chociaż pojeść sobie można smacznie, ja?