Do obu tych rzeczy trzeba odpowiednio więcej jeść.
Niekoniecznie.
Kwestia głodu to ciekawa kwestia, bo właśnie w większości przypadków faktycznie wystarczy wypić szklankę wody i głód znika. Ten głód nie bierze się z tego że organizm strasznie pragnie i potrzebuje jedzenia, to kwestia psychologiczna, organizm nie jest przyzwyczajony do bycia głodnym i panikuje. Ci co stosują fasty, wiedzą o czym mówię. Wystarczy spokojnie przeczekać to pragnienie głodu, a mija ono zaledwie po paru minutach, a jeśli ktoś ma bardzo słabą psychikę, to po prostu idzie do lodówki i zaczyna jeść. Gdybyś nie jadł przez parę dni, wtedy możemy porozmawiać o prawdziwym głodzie, póki co szklanka wody lub marchewka pomiędzy posiłkami załatwia sprawę o ile posiłek był wartościowy a nie były to płateczki Cherrios albo pusty chleb lub inne puste produkty.
Druga kwestia to adaptacja organizmu, większość kulturystów nie jest w stanie jadać trzech posiłków dziennie, gdyż ich ciało nie jest do tego przyzwyczajone. Jeśli przez parę lat jadałeś 6 razy dziennie, to nagły przeskok na 3 posiłki przyniesie więcej straty niż pożytku. Zmiany przeprowadza się stopniowo. Jeżeli przez kilka lat jadasz śniadanie o 9, siedzisz całymi dniami na dupie, wstajesz o 5 rano, lub robisz jaką kolwiek inną rzecz ciągle, to Twoje ciało do tego się adaptuje i nagła zmiana jest ostrym szokiem dla Ciebie. Tak jak w 40 stopniowy upał, skok do lodowatej wody, nie będzie korzystną rzeczą.
Trening i jedzenie idą łeb w łeb ze sobą, jedno nie może istnieć bez drugiego. Jeśli ktoś mi mówi że odżywianie nie ma znaczenia, to po prostu nie słucham takich bredni.
Odżywiaj się zdrowo i trenuj odpowiednio i nie ma problemu z nabraniem mięśni, tylko nie licz na to że z chuderlaka zamienisz się w gladiatora w jedną noc, miej zdrowe i realistyczne podejście do tematu.
Druga kwestia to zwiększenie białka w diecie, pół roku temu zwiększyłem ilość mięsa w diecie i zacząłem rosnąć jak szalony, dodam tylko że nigdy nie przekraczam 5 powtórzeń w ćwiczeniach. Może to kwestia genetyki, nie wiem, ale warto wyciągnąć z tego wnioski. A że mieszkasz z mamą i mama Ci gotuje, to już nie moja sprawa, musisz kombinować. Dostajesz kieszonkowe, więc wydawaj na jedzenie.