Ogólnie z tymi dietami to wcale nie jest takie chom siup.
Dla niego taki system żywienia się sprawdzi, a wystarczy dać osobę z gorszym trawieniem i mniejszą florą bakteryjną w jelitach i całą tą dietę szlag weźmie, bo zwyczajnie nie da rady z surowymi warzywami w większej ilości.
Podobnie np z jajkami. Znacie może takiego japońskiego kulturystę? Bardzo charakterystyczna i znana postać. No właśnie mu się umarło z powodu wcinania ryb i jajek na surowo. Dla innych wszystko będzie cacy a go to załatwiło.
Podobnie z dietami białkowymi, mięsnymi czy tłuszczowymi.
W jednej książce - takiej z zielonym jabłuszkiem gość najbardziej poleca wcinanie jak najwięcej witaminy C. Różne są podejścia i każdy poradzi co innego. Ja uważam że ogóle rady są fajne, ale i tak trzeba to wszystko przetestować na sobie.
Zauważcie, że gość jest mocno chudy i wysuszony. Fajnie to wygląda, ale nie dla każdego. Niektórzy wolą bardziej normalne sylwetki i nieco bardziej przymasowane (a są tacy co lubią nawet zalane - takie ala mma czy wresling).
A z tym moczeniem to naprawdę działa? W sensie czy możecie to realnie potwierdzić, czy jest to kolejne placebo. Czy aby w żołądku i tak wszystko nie zostanie zmiksowane? Ok początkowy wyrzut może być inny (czyli realnie ma to sens tylko po treningu), ale organizm i tak się dostanie się do tego co mu potrzeba.
Bo co do gotowania to się zgadzam. Im więcej przetwarzamy dany produkt (gotujemy, zamrażamy itp) tym jest on mniej odżywczy. Ale znowu - zależy to od produktu, bo wiadomo że surowego mięsa raczej nie będziemy wcinać (choć pewnie i tacy się trafią ;D