Witamy na Kalistenika Polska
Zarejestruj się aby mieć dostęp do wszystkich funkcjonalności które Ci oferujemy. Po rejestracji i zalogowaniu się będziesz mógł uczestniczyć w dyskusji, oceniać wątki, aktualizować statusy, tworzyć własne albumy w galerii, a także dokonywać zakupu w naszym sklepie!Zaloguj się Zarejestruj się
Trening bokserski
Rozpoczęty przez
szymonzleszna
, cze 10 2012 23:36
#21
Guest_zahir11_*
Napisano 03 lipca 2012 - 23:28
Guest_zahir11_*
Po przegranej walce z Markiem wielki gwiazdor "The Dragon" Wilson klęknął by oddać mu hołd. A sam Chuck Norris zrobił sobie z Markiem zdjęcie (nie jest to kawał, to Chuck prosił Marka o zdjęcie z nim a nie odwrotnie). Na zawodowym ringu osiągnął wszystko co można było osiągnąć. Niestety w życiu prywatnym ... kilku nieuczciwych managerów, bolesny rozwód (po kilku ładnych latach wychowywania syna Marek dowiedział się od swojej żony, że to nie jego dziecko i stracił go), potem ciężka choroba. Przez jakiś czas pracował jako amerykański taksówkarz. Stoczył wtedy swoją ostatnią walkę z latynoskim osiłkiem w obronie miejsca postojowego. Potem wrócił do Polski. Widziałem go na jednej z zawodowych gal bokserskich. Wychudzony, z trudem się poruszający, schorowany. Życie Marka Piotrowskiego to piękna historia, niestety bez happy endu
:(
#22
Napisano 04 lipca 2012 - 00:08
Wystarczy obejrzeć dokument z którego można dowiedzieć się częściowo o nim. Zagrał tez w filmie "Moja krew"
W szoku jestem, że choroba może tyle zabrać tylko co do niej doprowadziło walka czy życie prywatne? Myślę, że to drugie. To jest legenda Kick boxingu w Polsce i na świecie. Walczył z wielkimi ludźmi. Niesamowita historia.
W szoku jestem, że choroba może tyle zabrać tylko co do niej doprowadziło walka czy życie prywatne? Myślę, że to drugie. To jest legenda Kick boxingu w Polsce i na świecie. Walczył z wielkimi ludźmi. Niesamowita historia.
#23
Guest_zahir11_*
Napisano 18 listopada 2012 - 00:11
Guest_zahir11_*
Ostatnio wpadła mi w ręce książka, którą po prostu musiałem kupić "Bokser z Auschwitz" Marty Bogackiej. Historię Tadeusza Pietrzykowskiego znałem oczywiście już wcześniej, lecz po lekturze tej książki jestem pod jeszcze większym wrażeniem, bo dowiedziałem się rzeczy wcześniej mi nieznanych. Życiorys tego boksera, to jedna z najbardziej niesamowitych historii o jakich słyszałem. Aż trudno uwierzyć, że nikt nie nakręcił o nim jeszcze filmu.
Tadeusz Pietrzykowski "Teddy" (takiego pseudonimu używał walcząc jeszcze przed wojną) był dobrze zapowiadającym się bokserem. Nie osiągnął jednak nigdy oszałamiających sukcesów. Największym było zdobycie tytułu mistrza Warszawy w 1937r. Na to, że jego kariera nie rozwinęła się bardziej miało wpływ wiele czynników, zarówno zdawana przez niego matura i co za tym idzie przerwa treningowa, jak również "skrzywdzenie go przez sędziów" które miało miejsce w niejednej walce. Pietrzykowski był wówczas zawodnikiem mało znanego w tym czasie klubu Legia Warszawa, w którym dopiero co otwarto sekcję bokserską. Kilka lat później ten człowiek będzie walczył na śmierć i życie z wieloma utytułowanymi zawodnikami. I określenie "na śmierć i życie" nie jest tu żadną przesadą. Czy będzie miał jakiekolwiek szanse? Rozpatrując jego dotychczasową karierę wydaje się, że nie. Ale pominęliśmy jeden dość istotny fakt. W tamtych latach trenerem Legii był mało wówczas znany trener Feliks Stamm. Nikomu kto interesuje się boksem nie trzeba tłumaczyć wielkości tego szkoleniowca.
Po klęsce wrześniowej Tadeusz próbuje przedostać się do Francji, gdzie chce wstąpić do Polskiej armii. Mając zaliczony kurs pilota szybowców marzy o lotnictwie. zostaje jednak złapany na Węgrzech i przekazany Niemcom. Trafia do więzienia w Tarnowie, gdzie przechodzi ciężkie przesłuchania. Następnie zostaje wysłany do obozu w Oświęcimiu, gdzie trafia z pierwszym transportem więźniów 14 czerwca 1940r. Jego numer obozowy robi wrażenie. Zważywszy, że pierwszych 30 numerów należy do niemieckich kryminalistów którym powierzono funkcję kapo, to "77" który otrzymał "Teddy" jest naprawdę niskim numerem.
W pewną marcową niedzielę w 1941r. Pietrzykowski otrzymuje propozycję walki bokserskiej. Jego przeciwnikiem ma być kapo Walter Dunning który niedawno pojawił się w obozie. Człowiek ten dał się poznać jako wielki sadysta. W ciągu kilku dni spowodował, że ponad 20 polskich więźniów nie nadawało się do pracy. Niemcy rozgłosili, że był on przed wojną zawodowym mistrzem Niemiec w wadze średniej. Pietrzykowski będąc nawet w szczytowej formie walczył w koguciej. Po dziewięciu miesiącach obozu ważył zaledwie 40 kg, jednak podjął wyzwanie i stanął w ringu z ważącym 70 kg, dobrze odżywionym kapo. Powód był prosty, chcąc go namówić do walki Niemcy obiecali głodnemu "Teddyemu" bochenek chleba i kostkę margaryny.
Gdy Dunning zobaczył Pietrzykowskiego zapytał go, czy aby na pewno chce walczyć. Rychło jednak przekonał się, że nie można lekceważyć tego zabiedzonego człowieka. Wyprzedzał każdy atak, zwodził i robił perfekcyjne uniki. A gdy dał się ponieść walce niewiele myśląc kontrował. Właśnie po jednej z takich kontr twarz Niemca zalała się krwią. Pietrzykowski zatrzymał się i przestraszony konsekwencji jakie mogą na niego spaść nie atakował dalej. Wtedy oglądający walkę Polacy zaczęli skandować "bij Niemca"! Wywołało to natychmiastową reakcję oglądających walkę wściekłych kapo. Wpadli w tłum bijąc krzyczących. Wziął w tym oczywiście czynny udział również przeciwnik Tadeusza. Po powrocie stwierdził, że wystarczy tej walki, bo spotkał godnego przeciwnika i uścisnął mu rękę. W ten sposób rozpoczęła się bokserska kariera "Teddyego" w Auschwitz.
Po wygranej walce dostał od Niemców przydomek "Weiss Nebel" czyli "Biała Mgła". Został też przeniesiony do lepszej pracy w oborze. Dawała ona możliwości w zakresie kradzieży jedzenia, co było niezbędne by przeżyć. Poza tym należało trenować, by być gotowym do innych walk. Tadeusz chętnie wykonywał więc za kolegów cięższe fizyczne prace, traktując je jako swoistą siłownie. W czasie pobytu w obozie stoczył wiele walk i prawie wszystkie wygrał. Wyjątkiem było starcie z mistrzem Danii żydowskiego pochodzenia Leu Sandersem. Trzeba jednak dodać, że Sanders był nowo przybyłym a więc nie zabiedzonym więźniem. Klasa Pietrzykowskiego wyszła jednak w rewanżu który odbył się dwa tygodnie później. wygrał go przez techniczny nokaut w trzeciej rundzie.
Gdy był wystawiany do walki z Polakami, Żydami, lub innymi więźniami starał się walczyć tak, by nie robić im krzywdy. Jednak do historii opowiadanej kolejnym przybywającym więźniom "ku pokrzepieniu serc" przeszła jego walka z pewnym Niemieckim kapo którego hobby było ... zabijanie ludzi jednym uderzeniem pałki. Po raz pierwszy w obozie Tadeusz nie miał przed sobą boksera, tylko ulicznego zabijakę sadystę. Po raz pierwszy złamał też sportowe reguły tak mocno wbijane mu przez Stamma. Już w pierwszych chwilach walki posłał przeciwnika na deski, lecz zanim tam się znalazł dostał będąc jeszcze w powietrzu cios dobijający.
Panowie rozpisałem się a historia dopiero zaczyna się rozkręcać. Napiszcie czy to Was wciągnęło, to dopiszę dalszą część
Tadeusz Pietrzykowski "Teddy" (takiego pseudonimu używał walcząc jeszcze przed wojną) był dobrze zapowiadającym się bokserem. Nie osiągnął jednak nigdy oszałamiających sukcesów. Największym było zdobycie tytułu mistrza Warszawy w 1937r. Na to, że jego kariera nie rozwinęła się bardziej miało wpływ wiele czynników, zarówno zdawana przez niego matura i co za tym idzie przerwa treningowa, jak również "skrzywdzenie go przez sędziów" które miało miejsce w niejednej walce. Pietrzykowski był wówczas zawodnikiem mało znanego w tym czasie klubu Legia Warszawa, w którym dopiero co otwarto sekcję bokserską. Kilka lat później ten człowiek będzie walczył na śmierć i życie z wieloma utytułowanymi zawodnikami. I określenie "na śmierć i życie" nie jest tu żadną przesadą. Czy będzie miał jakiekolwiek szanse? Rozpatrując jego dotychczasową karierę wydaje się, że nie. Ale pominęliśmy jeden dość istotny fakt. W tamtych latach trenerem Legii był mało wówczas znany trener Feliks Stamm. Nikomu kto interesuje się boksem nie trzeba tłumaczyć wielkości tego szkoleniowca.
Po klęsce wrześniowej Tadeusz próbuje przedostać się do Francji, gdzie chce wstąpić do Polskiej armii. Mając zaliczony kurs pilota szybowców marzy o lotnictwie. zostaje jednak złapany na Węgrzech i przekazany Niemcom. Trafia do więzienia w Tarnowie, gdzie przechodzi ciężkie przesłuchania. Następnie zostaje wysłany do obozu w Oświęcimiu, gdzie trafia z pierwszym transportem więźniów 14 czerwca 1940r. Jego numer obozowy robi wrażenie. Zważywszy, że pierwszych 30 numerów należy do niemieckich kryminalistów którym powierzono funkcję kapo, to "77" który otrzymał "Teddy" jest naprawdę niskim numerem.
W pewną marcową niedzielę w 1941r. Pietrzykowski otrzymuje propozycję walki bokserskiej. Jego przeciwnikiem ma być kapo Walter Dunning który niedawno pojawił się w obozie. Człowiek ten dał się poznać jako wielki sadysta. W ciągu kilku dni spowodował, że ponad 20 polskich więźniów nie nadawało się do pracy. Niemcy rozgłosili, że był on przed wojną zawodowym mistrzem Niemiec w wadze średniej. Pietrzykowski będąc nawet w szczytowej formie walczył w koguciej. Po dziewięciu miesiącach obozu ważył zaledwie 40 kg, jednak podjął wyzwanie i stanął w ringu z ważącym 70 kg, dobrze odżywionym kapo. Powód był prosty, chcąc go namówić do walki Niemcy obiecali głodnemu "Teddyemu" bochenek chleba i kostkę margaryny.
Gdy Dunning zobaczył Pietrzykowskiego zapytał go, czy aby na pewno chce walczyć. Rychło jednak przekonał się, że nie można lekceważyć tego zabiedzonego człowieka. Wyprzedzał każdy atak, zwodził i robił perfekcyjne uniki. A gdy dał się ponieść walce niewiele myśląc kontrował. Właśnie po jednej z takich kontr twarz Niemca zalała się krwią. Pietrzykowski zatrzymał się i przestraszony konsekwencji jakie mogą na niego spaść nie atakował dalej. Wtedy oglądający walkę Polacy zaczęli skandować "bij Niemca"! Wywołało to natychmiastową reakcję oglądających walkę wściekłych kapo. Wpadli w tłum bijąc krzyczących. Wziął w tym oczywiście czynny udział również przeciwnik Tadeusza. Po powrocie stwierdził, że wystarczy tej walki, bo spotkał godnego przeciwnika i uścisnął mu rękę. W ten sposób rozpoczęła się bokserska kariera "Teddyego" w Auschwitz.
Po wygranej walce dostał od Niemców przydomek "Weiss Nebel" czyli "Biała Mgła". Został też przeniesiony do lepszej pracy w oborze. Dawała ona możliwości w zakresie kradzieży jedzenia, co było niezbędne by przeżyć. Poza tym należało trenować, by być gotowym do innych walk. Tadeusz chętnie wykonywał więc za kolegów cięższe fizyczne prace, traktując je jako swoistą siłownie. W czasie pobytu w obozie stoczył wiele walk i prawie wszystkie wygrał. Wyjątkiem było starcie z mistrzem Danii żydowskiego pochodzenia Leu Sandersem. Trzeba jednak dodać, że Sanders był nowo przybyłym a więc nie zabiedzonym więźniem. Klasa Pietrzykowskiego wyszła jednak w rewanżu który odbył się dwa tygodnie później. wygrał go przez techniczny nokaut w trzeciej rundzie.
Gdy był wystawiany do walki z Polakami, Żydami, lub innymi więźniami starał się walczyć tak, by nie robić im krzywdy. Jednak do historii opowiadanej kolejnym przybywającym więźniom "ku pokrzepieniu serc" przeszła jego walka z pewnym Niemieckim kapo którego hobby było ... zabijanie ludzi jednym uderzeniem pałki. Po raz pierwszy w obozie Tadeusz nie miał przed sobą boksera, tylko ulicznego zabijakę sadystę. Po raz pierwszy złamał też sportowe reguły tak mocno wbijane mu przez Stamma. Już w pierwszych chwilach walki posłał przeciwnika na deski, lecz zanim tam się znalazł dostał będąc jeszcze w powietrzu cios dobijający.
Panowie rozpisałem się a historia dopiero zaczyna się rozkręcać. Napiszcie czy to Was wciągnęło, to dopiszę dalszą część
#24
Napisano 18 listopada 2012 - 00:55
Fragment książki http://www.demart.co...ykowskiego.html
Zahir wiem, że są 2 filmy na podstawie książki 1. to Triumf Ducha, a drugi nakręcili go Czesi (Czechosłowacja) dużo dużo starszy film Bokser i śmierć (1962)
Tu masz recenzję tego pierwszego:
produkcja USA 1989
Odarci z resztek ludzkiej godności więźniowie niemieckiego obozu koncentracyjnego walczą o przetrwanie. Ściśnięci jak dzikie zwierzęta w klatce, strzeżeni przez sadystycznych strażników, zmagają się z głodem, zimnem, potwornym wycieńczeniem. Na tle straszliwej tragedii II wojny światowej film ukazuje losy boksera Salamo Aroucha, greckiego Żyda. W zdjęciach kręconych w Oświęcimiu za murami miejsca kaźni żydowskiej wzięło udział wielu polskich aktorów i statystów. "Tryumf ducha" rozpoczyna się sielankowo, w rodzinnych stronach Salamo Aroucha (Willem Dafoe). Sportowiec stoi u progu wielkiej bokserskiej kariery, przygotowuje się do walki o tytuł mistrza wagi średniej. Twórcy filmu przedstawiają nie tylko sportowe sukcesy Salamo, ukazują jego kochającą się rodzinę, ciepło i spokój domowego ogniska. Wybuch wojny burzy cały ład, zamieniając szczęśliwe życie w koszmar. Po inwazji Niemców na Grecję Żydzi i Cyganie zostają uwięzieni w getcie, wśród nich jest Salamo ze swoją rodziną. Z getta zostają przetransportowani do Polski, do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Salamo, jego ojciec (Robert Loggia) i brat Avram (Costas Mandylor) na razie ocaleli, matka i siostra trafiają do komory gazowej. O mistrzu szybko dowiaduje się komendant obozu, major Rauscher (Hartmut Becker), który fascynuje się boksem, sam był kiedyś championem. Aby zabawić kolegów oficerów, major organizuje widowiskowe walki bokserskie z udziałem Aroucha. Zwycięzca może liczyć na dodatkowo porcję chleba, pokonanego czeka pewna śmierć w komorze gazowej. Avram przypłaca życiem bunt przeciwko pracy w komorze gazowej, wkrótce jego los podziela ojciec. Narzeczoną Salamo, Allegrę (Wendy Gazelle), za kradzież bochenka chleba bestialsko katują więzienni strażnicy. Tymczasem on sam toczy kolejną bokserską walkę, w której stawką jest życie...
---------------------------------------------------------------
Walki pięściarskie toczone przez więźniów za drutami niemieckich obozów koncentracyjnych stały się inspiracją dla Józefa Hena do napisania noweli "Bokser i śmierć". Na jej motywach słowacki reżyser Peter Solan zrealizował w 1962 roku film fabularny o tym samym tytule. Pierwowzorem wersji literackiej, a potem filmowej tamtych dramatycznych zdarzeń był młody polski bokser, oznaczony w KL Auschwitz numerem obozowym 77.
Tadeusz Pietrzykowski urodził się 8 kwietnia 1917 r. w Warszawie, zm. 17 kwietnia 1991 r., w Bielsku-Białej.
Uprawiał boks już jako uczeń gimnazjalny, trenując w warszawskich klubach sportowych, m.in. pod kierunkiem samego Feliksa Stamma. Imponował refleksem i łatwością unikania ciosów. Na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej, kiedy odniósł szereg zwycięstw i sukcesów, uzyskując tytuł wicemistrza Polski i mistrza Warszawy w wadze koguciej "Przegląd Sportowy" napisał o nim: "Człowiek o żelaznej woli i pięściach ze stali". Znany był powszechnie jako "Teddy" i pod tym pseudonimem zapisał się w kronikach polskiego sportu. Jego bliskimi kolegami w okresie gimnazjalnym byli: poeta Krzysztof Kamil Baczyński i Jerzy Iwanow-Szajnowicz, słynny w latach wojny uczestnik greckiego ruchu oporu i bohater znanego filmu "Agent nr 1".
Pasmo osiągnięć świetnie zapowiadającego się młodego pięściarza przerwała agresja niemiecka na Polskę. We wrześniu 1939 roku jako podchorąży Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu uczestniczył w nierównych zmaganiach z wrogiem, broniąc swego rodzinnego miasta Warszawy.
Walczył o chleb i o godność
Po latach Tadeusz Pietrzykowski tak wspominał tamte zdarzenia: "Walki bokserskie w Oświęcimiu rozpocząłem w marcu 1941 roku. Wówczas przypadkowo rozegrałem mecz z kapo niemieckim Walterem Düningiem, który boksował już przed wojną i zdobył nawet w Niemczech tytuł zawodowego mistrza wagi średniej.
Wydarzenie to miało miejsce w następujących okolicznościach. Była wolna od pracy niedziela. Przed obozową kuchnią zebrała się duża grupa więźniów. Jeden z nich podbiegł w moim kierunku i krzyknął: «Teddy, chcesz otrzymać kawałek chleba, chodź szybko. Wśród nas jest niemiecki bokser. Szukam kogoś, kto z nim będzie się boksował i go pokona. Zwycięzca w nagrodę otrzyma chleb».
Ważyłem 42 kg, lecz zdecydowałem się od razu na walkę. Zobaczyłem doskonale zbudowanego blondyna, trzymającego w rękach rękawice, które używaliśmy zimą podczas pracy. Jak mnie ujrzano, zgromadzeni zaczęli się śmiać, byłem bowiem bardzo chudy. Przeciwnik spytał mnie w języku niemieckim, czy chcę walczyć, odpowiedziałem twierdząco. Doszło do walki, podczas której uratowały mnie moje umiejętności techniczne. Wykorzystując je, skutecznie broniłem się przed atakami o wiele silniejszego i znacznie więcej ważącego przeciwnika. W pewnym momencie Walter Düning opuścił rękawice. Zaprzestał walki i doceniając moją nad nim przewagę zapytał, w jakim komandzie chciałbym pracować. Odpowiedziałem "Tierpfleger" wiedząc, że tam można zdobyć dodatkowe pożywienie, jak wytłoki buraczane, brukiew i marchew. Otrzymałem ten przydział i odtąd zacząłem zajmować się karmieniem krów i cieląt. Równocześnie stałem się znany jako bokser i toczyłem w obozie oświęcimskim liczne walki z bokserami, których esesmani wyszukiwali w nowo przybyłych transportach, organizując w ten sposób atrakcyjne dla siebie widowiska.
Jedną z ostatnich moich walk w KL Auschwitz było spotkanie z Żydem holenderskim Leu Sandersem, który był mistrzem Holandii w wadze półśredniej. Jego żona wraz z dziećmi została zagazowana w Brzezince. On sam był bardzo dobrym bokserem i w walkę z nim stoczoną na początku 1943 roku, włożyłem wiele wysiłku (…). Zabawiałem meczami bokserskimi esesmanów, wykorzystując swoją pozycję w niesieniu pomocy współwięźniom i nieraz sprawiając pod pozorem sportowej walki «tęgie lanie» przeciwnikom, o których wiedziałem, że jako więźniowie funkcyjni znęcają się nad innymi".
W sumie "Teddy" stoczył w obozie oświęcimskim około czterdziestu pojedynków pięściarskich, chociaż niektórzy podają, że było ich nawet sześćdziesiąt. Prawie wszystkie z nich wygrał. Jego walki miały jeszcze inny bardzo istotny aspekt, na który w swojej relacji zwrócił uwagę były więzień Tadeusz Sobolewicz: "Kiedy stałem wokół ringu bokserskiego przed obozową kuchnią i słyszałem okrzyki Polaków — więźniów zagrzewających "Teddy’ego" do walki, zrozumiałem, że tu chodzi o coś więcej. Polak jest w ringu, Polak bije niemieckiego kryminalistę, który wczoraj jeszcze bił i mordował naszych kolegów. Ta atmosfera wokół ringu, ten klimat wśród wychudzonych i zabiedzonych polskich więźniów, to był bodziec dodający otuchy, że przecież "Jeszcze Polska nie zginęła (…)".
Sensacyjny pojedynek z niemieckim kolosem
Sława, którą Tadeusz Pietrzykowski uzyskał wśród więźniów obozu oświęcimskiego, spowodowała, że zaczęło się nim interesować obozowe Gestapo i groziła mu egzekucja. On sam tak przedstawił dalszy bieg obozowych zdarzeń: "Przypadkowo w KL Auschwitz spotkałem Lagerführera z obozu Neuengamme, który przygotowywał transport więźniów do tego obozu. Znałem go sprzed wojny, ponieważ był sędzią bokserskim. Nazywał się Hans Lütkemeyer. Zgodził się w marcu 1943 roku na mój wyjazd do tego obozu, gdzie po przejściu kwarantanny wkrótce rozpocząłem walki bokserskie. Pomagałem moim kolegom, ponieważ w Neuengamme Polacy byli bardzo prześladowani, a moje zwycięskie walki zyskały dla nas sympatię".
W tym niemieckim obozie koncentracyjnym położonym w pobliżu Hamburga doszło do sensacyjnego pojedynku Tadeusza Pietrzykowskiego z niemieckim bokserem Schally Hottenbachem. Ważył on 96 kg i był wicemistrzem amerykańskiego świata boksu zawodowego w wadze półciężkiej.
Pojedynek ten opisał wkrótce po zakończeniu wojny były więzień tego obozu Stanisław Jagielski: "Na kilka dni przed meczem Schally zapowiedział, że "Teddy'ego" zniosą z ringu na noszach. Teraz stanęli naprzeciw siebie: niemiecki mistrz i drobny polski bokser (…). Hottenbach nie jest w stanie dorównać zręcznością Pietrzykowskiemu. Kręci się wokoło, mimo to ciosy Polaka spadają nań gęstym gradem. Wreszcie porywa go wściekła pasja. Rzuca się w stronę polskiego boksera, by druzgocącym ciosem rzucić na deski przeciwnika. Teddy robi unik, cios trafia w próżnię. Schally zachwiał się pod wpływem chybionego uderzenia. Wykorzystuje ten moment Teddy (…) strasznym sierpowym zahacza szczękę przeciwnika. Schally wybałusza ogłupiałe oczy, które już nic nie widzą. Teddy wykańcza krótkim pchnięciem. Niemiec wali się bezwładnie na deski".
Tadeusz Pietrzykowski wspominając tamto zdarzenie stwierdził:
"Zwany on był Hammerschlagiem. Jego ciosy rzeczywiście przypominały uderzenie młota. Łamał on nimi przeciwnikom żebra. Kryminalista ten przegrał walkę i wysłano go potem w transport na wykończenie. Tak obóz w Neuengamme pozbył się jednego z największych drani".
Bokser, żołnierz i świadek oskarżenia
Zwycięzca Schally Hottenbacha i około dwudziestu innych walk bokserskich stoczonych przez niego w Neuengamme doczekał ostatecznie wolności w Bergen-Belsen, wyzwolony 14 kwietnia 1945 roku przez żołnierzy alianckich. Wkrótce włożył mundur, wstępując do 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, gdzie zajmował się organizowaniem zajęć sportowych wśród polskich żołnierzy i gdzie w 1946 roku zdobył tytuł mistrza tej dywizji w wadze lekkiej. Ponadto występował na ringach niemieckich, belgijskich i francuskich, staczając w sumie siedemnaście walk, z których tylko dwie zremisował, a resztę rozstrzygnął na swoją korzyść. Powstała wówczas wśród żołnierzy alianckich legenda o jego stalowej pięści.
Jesienią 1946 roku Tadeusz Pietrzykowski wraca do Polski. W następnym roku zeznaje jako świadek w procesie pierwszego komendanta obozu oświęcimskiego Rudofa Hössa przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Warszawie. Jego zeznania są wstrząsające i poważnie obciążają oskarżonego.
Oto ich fragmenty: "Pewnego dnia spostrzegłem, jak kobieta pracująca w polu podczołgiwała się do kałuży. Chciała napić się wody. Dostrzegł to esesman i poszczuł ją psami (…). Ostatecznie w obecności Hössa utopiono ją w dole z wodą (…). Inna kobieta na drodze urodziła dziecko. Żyło nie dłużej niż błysk pioruna. Porwał je pies i zaczął tarmosić. Co na to esesman? Nogą wytrącił psu dziecko z pyska. Wypadło do rowu (…). I to działo się na oczach Rudolfa Hössa".
Koszmarne przeżycia będą jeszcze długo powracać w snach. Stąd też "Teddy" często marzył, aby zapomnieć o tych pięciu latach spędzonych za drutami niemieckich obozów zagłady.
Powoli żegnał się z ringiem, jakkolwiek nadal odnosił na nim sukcesy. Przeżycia z lat wojny dawały jednak znać o sobie. Odczuwał ciągle skutki pobytu w obozach i cierpiał na różne dolegliwości do końca życia...
Zahir wiem, że są 2 filmy na podstawie książki 1. to Triumf Ducha, a drugi nakręcili go Czesi (Czechosłowacja) dużo dużo starszy film Bokser i śmierć (1962)
Tu masz recenzję tego pierwszego:
produkcja USA 1989
Odarci z resztek ludzkiej godności więźniowie niemieckiego obozu koncentracyjnego walczą o przetrwanie. Ściśnięci jak dzikie zwierzęta w klatce, strzeżeni przez sadystycznych strażników, zmagają się z głodem, zimnem, potwornym wycieńczeniem. Na tle straszliwej tragedii II wojny światowej film ukazuje losy boksera Salamo Aroucha, greckiego Żyda. W zdjęciach kręconych w Oświęcimiu za murami miejsca kaźni żydowskiej wzięło udział wielu polskich aktorów i statystów. "Tryumf ducha" rozpoczyna się sielankowo, w rodzinnych stronach Salamo Aroucha (Willem Dafoe). Sportowiec stoi u progu wielkiej bokserskiej kariery, przygotowuje się do walki o tytuł mistrza wagi średniej. Twórcy filmu przedstawiają nie tylko sportowe sukcesy Salamo, ukazują jego kochającą się rodzinę, ciepło i spokój domowego ogniska. Wybuch wojny burzy cały ład, zamieniając szczęśliwe życie w koszmar. Po inwazji Niemców na Grecję Żydzi i Cyganie zostają uwięzieni w getcie, wśród nich jest Salamo ze swoją rodziną. Z getta zostają przetransportowani do Polski, do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Salamo, jego ojciec (Robert Loggia) i brat Avram (Costas Mandylor) na razie ocaleli, matka i siostra trafiają do komory gazowej. O mistrzu szybko dowiaduje się komendant obozu, major Rauscher (Hartmut Becker), który fascynuje się boksem, sam był kiedyś championem. Aby zabawić kolegów oficerów, major organizuje widowiskowe walki bokserskie z udziałem Aroucha. Zwycięzca może liczyć na dodatkowo porcję chleba, pokonanego czeka pewna śmierć w komorze gazowej. Avram przypłaca życiem bunt przeciwko pracy w komorze gazowej, wkrótce jego los podziela ojciec. Narzeczoną Salamo, Allegrę (Wendy Gazelle), za kradzież bochenka chleba bestialsko katują więzienni strażnicy. Tymczasem on sam toczy kolejną bokserską walkę, w której stawką jest życie...
---------------------------------------------------------------
Walki pięściarskie toczone przez więźniów za drutami niemieckich obozów koncentracyjnych stały się inspiracją dla Józefa Hena do napisania noweli "Bokser i śmierć". Na jej motywach słowacki reżyser Peter Solan zrealizował w 1962 roku film fabularny o tym samym tytule. Pierwowzorem wersji literackiej, a potem filmowej tamtych dramatycznych zdarzeń był młody polski bokser, oznaczony w KL Auschwitz numerem obozowym 77.
Tadeusz Pietrzykowski urodził się 8 kwietnia 1917 r. w Warszawie, zm. 17 kwietnia 1991 r., w Bielsku-Białej.
Uprawiał boks już jako uczeń gimnazjalny, trenując w warszawskich klubach sportowych, m.in. pod kierunkiem samego Feliksa Stamma. Imponował refleksem i łatwością unikania ciosów. Na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej, kiedy odniósł szereg zwycięstw i sukcesów, uzyskując tytuł wicemistrza Polski i mistrza Warszawy w wadze koguciej "Przegląd Sportowy" napisał o nim: "Człowiek o żelaznej woli i pięściach ze stali". Znany był powszechnie jako "Teddy" i pod tym pseudonimem zapisał się w kronikach polskiego sportu. Jego bliskimi kolegami w okresie gimnazjalnym byli: poeta Krzysztof Kamil Baczyński i Jerzy Iwanow-Szajnowicz, słynny w latach wojny uczestnik greckiego ruchu oporu i bohater znanego filmu "Agent nr 1".
Pasmo osiągnięć świetnie zapowiadającego się młodego pięściarza przerwała agresja niemiecka na Polskę. We wrześniu 1939 roku jako podchorąży Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu uczestniczył w nierównych zmaganiach z wrogiem, broniąc swego rodzinnego miasta Warszawy.
Walczył o chleb i o godność
Po latach Tadeusz Pietrzykowski tak wspominał tamte zdarzenia: "Walki bokserskie w Oświęcimiu rozpocząłem w marcu 1941 roku. Wówczas przypadkowo rozegrałem mecz z kapo niemieckim Walterem Düningiem, który boksował już przed wojną i zdobył nawet w Niemczech tytuł zawodowego mistrza wagi średniej.
Wydarzenie to miało miejsce w następujących okolicznościach. Była wolna od pracy niedziela. Przed obozową kuchnią zebrała się duża grupa więźniów. Jeden z nich podbiegł w moim kierunku i krzyknął: «Teddy, chcesz otrzymać kawałek chleba, chodź szybko. Wśród nas jest niemiecki bokser. Szukam kogoś, kto z nim będzie się boksował i go pokona. Zwycięzca w nagrodę otrzyma chleb».
Ważyłem 42 kg, lecz zdecydowałem się od razu na walkę. Zobaczyłem doskonale zbudowanego blondyna, trzymającego w rękach rękawice, które używaliśmy zimą podczas pracy. Jak mnie ujrzano, zgromadzeni zaczęli się śmiać, byłem bowiem bardzo chudy. Przeciwnik spytał mnie w języku niemieckim, czy chcę walczyć, odpowiedziałem twierdząco. Doszło do walki, podczas której uratowały mnie moje umiejętności techniczne. Wykorzystując je, skutecznie broniłem się przed atakami o wiele silniejszego i znacznie więcej ważącego przeciwnika. W pewnym momencie Walter Düning opuścił rękawice. Zaprzestał walki i doceniając moją nad nim przewagę zapytał, w jakim komandzie chciałbym pracować. Odpowiedziałem "Tierpfleger" wiedząc, że tam można zdobyć dodatkowe pożywienie, jak wytłoki buraczane, brukiew i marchew. Otrzymałem ten przydział i odtąd zacząłem zajmować się karmieniem krów i cieląt. Równocześnie stałem się znany jako bokser i toczyłem w obozie oświęcimskim liczne walki z bokserami, których esesmani wyszukiwali w nowo przybyłych transportach, organizując w ten sposób atrakcyjne dla siebie widowiska.
Jedną z ostatnich moich walk w KL Auschwitz było spotkanie z Żydem holenderskim Leu Sandersem, który był mistrzem Holandii w wadze półśredniej. Jego żona wraz z dziećmi została zagazowana w Brzezince. On sam był bardzo dobrym bokserem i w walkę z nim stoczoną na początku 1943 roku, włożyłem wiele wysiłku (…). Zabawiałem meczami bokserskimi esesmanów, wykorzystując swoją pozycję w niesieniu pomocy współwięźniom i nieraz sprawiając pod pozorem sportowej walki «tęgie lanie» przeciwnikom, o których wiedziałem, że jako więźniowie funkcyjni znęcają się nad innymi".
W sumie "Teddy" stoczył w obozie oświęcimskim około czterdziestu pojedynków pięściarskich, chociaż niektórzy podają, że było ich nawet sześćdziesiąt. Prawie wszystkie z nich wygrał. Jego walki miały jeszcze inny bardzo istotny aspekt, na który w swojej relacji zwrócił uwagę były więzień Tadeusz Sobolewicz: "Kiedy stałem wokół ringu bokserskiego przed obozową kuchnią i słyszałem okrzyki Polaków — więźniów zagrzewających "Teddy’ego" do walki, zrozumiałem, że tu chodzi o coś więcej. Polak jest w ringu, Polak bije niemieckiego kryminalistę, który wczoraj jeszcze bił i mordował naszych kolegów. Ta atmosfera wokół ringu, ten klimat wśród wychudzonych i zabiedzonych polskich więźniów, to był bodziec dodający otuchy, że przecież "Jeszcze Polska nie zginęła (…)".
Sensacyjny pojedynek z niemieckim kolosem
Sława, którą Tadeusz Pietrzykowski uzyskał wśród więźniów obozu oświęcimskiego, spowodowała, że zaczęło się nim interesować obozowe Gestapo i groziła mu egzekucja. On sam tak przedstawił dalszy bieg obozowych zdarzeń: "Przypadkowo w KL Auschwitz spotkałem Lagerführera z obozu Neuengamme, który przygotowywał transport więźniów do tego obozu. Znałem go sprzed wojny, ponieważ był sędzią bokserskim. Nazywał się Hans Lütkemeyer. Zgodził się w marcu 1943 roku na mój wyjazd do tego obozu, gdzie po przejściu kwarantanny wkrótce rozpocząłem walki bokserskie. Pomagałem moim kolegom, ponieważ w Neuengamme Polacy byli bardzo prześladowani, a moje zwycięskie walki zyskały dla nas sympatię".
W tym niemieckim obozie koncentracyjnym położonym w pobliżu Hamburga doszło do sensacyjnego pojedynku Tadeusza Pietrzykowskiego z niemieckim bokserem Schally Hottenbachem. Ważył on 96 kg i był wicemistrzem amerykańskiego świata boksu zawodowego w wadze półciężkiej.
Pojedynek ten opisał wkrótce po zakończeniu wojny były więzień tego obozu Stanisław Jagielski: "Na kilka dni przed meczem Schally zapowiedział, że "Teddy'ego" zniosą z ringu na noszach. Teraz stanęli naprzeciw siebie: niemiecki mistrz i drobny polski bokser (…). Hottenbach nie jest w stanie dorównać zręcznością Pietrzykowskiemu. Kręci się wokoło, mimo to ciosy Polaka spadają nań gęstym gradem. Wreszcie porywa go wściekła pasja. Rzuca się w stronę polskiego boksera, by druzgocącym ciosem rzucić na deski przeciwnika. Teddy robi unik, cios trafia w próżnię. Schally zachwiał się pod wpływem chybionego uderzenia. Wykorzystuje ten moment Teddy (…) strasznym sierpowym zahacza szczękę przeciwnika. Schally wybałusza ogłupiałe oczy, które już nic nie widzą. Teddy wykańcza krótkim pchnięciem. Niemiec wali się bezwładnie na deski".
Tadeusz Pietrzykowski wspominając tamto zdarzenie stwierdził:
"Zwany on był Hammerschlagiem. Jego ciosy rzeczywiście przypominały uderzenie młota. Łamał on nimi przeciwnikom żebra. Kryminalista ten przegrał walkę i wysłano go potem w transport na wykończenie. Tak obóz w Neuengamme pozbył się jednego z największych drani".
Bokser, żołnierz i świadek oskarżenia
Zwycięzca Schally Hottenbacha i około dwudziestu innych walk bokserskich stoczonych przez niego w Neuengamme doczekał ostatecznie wolności w Bergen-Belsen, wyzwolony 14 kwietnia 1945 roku przez żołnierzy alianckich. Wkrótce włożył mundur, wstępując do 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, gdzie zajmował się organizowaniem zajęć sportowych wśród polskich żołnierzy i gdzie w 1946 roku zdobył tytuł mistrza tej dywizji w wadze lekkiej. Ponadto występował na ringach niemieckich, belgijskich i francuskich, staczając w sumie siedemnaście walk, z których tylko dwie zremisował, a resztę rozstrzygnął na swoją korzyść. Powstała wówczas wśród żołnierzy alianckich legenda o jego stalowej pięści.
Jesienią 1946 roku Tadeusz Pietrzykowski wraca do Polski. W następnym roku zeznaje jako świadek w procesie pierwszego komendanta obozu oświęcimskiego Rudofa Hössa przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Warszawie. Jego zeznania są wstrząsające i poważnie obciążają oskarżonego.
Oto ich fragmenty: "Pewnego dnia spostrzegłem, jak kobieta pracująca w polu podczołgiwała się do kałuży. Chciała napić się wody. Dostrzegł to esesman i poszczuł ją psami (…). Ostatecznie w obecności Hössa utopiono ją w dole z wodą (…). Inna kobieta na drodze urodziła dziecko. Żyło nie dłużej niż błysk pioruna. Porwał je pies i zaczął tarmosić. Co na to esesman? Nogą wytrącił psu dziecko z pyska. Wypadło do rowu (…). I to działo się na oczach Rudolfa Hössa".
Koszmarne przeżycia będą jeszcze długo powracać w snach. Stąd też "Teddy" często marzył, aby zapomnieć o tych pięciu latach spędzonych za drutami niemieckich obozów zagłady.
Powoli żegnał się z ringiem, jakkolwiek nadal odnosił na nim sukcesy. Przeżycia z lat wojny dawały jednak znać o sobie. Odczuwał ciągle skutki pobytu w obozach i cierpiał na różne dolegliwości do końca życia...
#25
Guest_zahir11_*
Napisano 18 listopada 2012 - 11:34
Guest_zahir11_*
Super Cassi, świetny post. Salamo Arouch przybył do Oświęcimia, gdy Pietrzykowskiego już tam nie było. Walki "Teddyego" budziły tak wielkie emocje, że gestapo zaczęło się nim poważnie interesować. Na szczęście udało mu się załatwić przeniesienie do innego obozu. Napiszę o tym więcej wieczorem, bo jest to także niesamowity wątek. Czesi kręcąc film skupili się jednak tylko i wyłącznie na jego sukcesach sportowych, bo nie o wszystkim można było mówić. A Tadeusz Pietrzykowski miał w obozie bliskie kontakty zarówno z Maksymilianem Maria Kolbe, jak również rotmistrzem Witoldem Pileckim. Wspólnie z nim tworzył ruch oporu (był w tak zwanej górnej piątce mającej bezpośredni kontakt z rotmistrzem). To on zaplanował i wykonywał zamach na komendanta obozu Rudolfa Hessa. Jego biografia spokojne wystarczy na nakręcenie kilku filmów, przy których przygody Jamesa Bonda, to bajka dla grzecznych dzieci:)
#26
Napisano 18 listopada 2012 - 17:44
Widzę, że pojawiła się kolejna pozycja MUST HAVE 
To jakieś wznowienie tej starej książki?
Jakiś czas temu szukałem książki o Pietrzykowskim i nigdzie nie było. Antykwariaty/allegro itd.
Tryumf Ducha - dobry film?
Warto przeczytać najpierw książkę? Czy można film obejrzeć na początek?
(zanim książkę będę miał, to trochę minie)
To jakieś wznowienie tej starej książki?
Jakiś czas temu szukałem książki o Pietrzykowskim i nigdzie nie było. Antykwariaty/allegro itd.
Tryumf Ducha - dobry film?
Warto przeczytać najpierw książkę? Czy można film obejrzeć na początek?
(zanim książkę będę miał, to trochę minie)
#27
Napisano 18 listopada 2012 - 23:05
Chciałem tylko powiedzieć, że film sprzed kilku postów o Marku Piotrowskim powalił mnie. Jak to możliwe, że polskim sporcie są takie perły i o nich się nie mów, że zwykły zjadacz chleba o tym nie słyszy, że z tego się nie czerpie...
Trenowałem i boks i kick i nigdy o tym gościu nie słyszałem, ale może dlatego, że wtedy mówiło się o Andrzeju G.
Trenowałem i boks i kick i nigdy o tym gościu nie słyszałem, ale może dlatego, że wtedy mówiło się o Andrzeju G.
www.kalistenika.pl
#28
Guest_zahir11_*
Napisano 19 listopada 2012 - 00:22
Guest_zahir11_*
Kano, kupiłem tę książkę w zwykłej księgarni i nie jest chyba wznowieniem. Napisana niezbyt dobrze (kobiety nie czują ducha boksu) ale historia niesamowita. "Trium ducha", to dobry film ale jak już pisaliśmy nie opowiada o Pietrzykowskim. A szkoda, bo gość zasłużył na porządny film. Ten Czechosłowacki został oparty w zasadzie na jednym epizodzie z obozu Augenamme. wprawdzie okoliczności tej walki były niezwykłe ale przydał by się film który w całości oddał by historię tego człowieka. Łącznie z udziałem w obozowym ruchu oporu.
#30
Napisano 19 listopada 2012 - 22:24
W czerwcu Cassi napisał o biografii Pietrzykowskiego, a ja zacząłem szukać (jest to w tym wątku);
Książka pojawiła się we wrześniu 2012 - czyli jednak wznowienie (albo alternatywa, ale wątpię).
Trzeba by zerknąć na dane z okładki..
W każdym razie - zakupiłem i czekam
PS
http://merlin.pl/Bok...l?place=suggest - data wydania...
Książka pojawiła się we wrześniu 2012 - czyli jednak wznowienie (albo alternatywa, ale wątpię).
Trzeba by zerknąć na dane z okładki..
W każdym razie - zakupiłem i czekam
PS
http://merlin.pl/Bok...l?place=suggest - data wydania...
#31
Napisano 20 grudnia 2012 - 18:17
Witam wszystkich na forum 
http://www.profighte...om/muhammad-ali
Jeśli MUHAMMAD ALI ćwiczył kalistenikę to musi być skuteczna
Fajna strona, treningi fighterów, koszykarzy, futbolistów, aktorów.
http://www.profighte...om/muhammad-ali
Jeśli MUHAMMAD ALI ćwiczył kalistenikę to musi być skuteczna
Fajna strona, treningi fighterów, koszykarzy, futbolistów, aktorów.
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych



Logowanie »
Rejestracja




Do góry
Zgłoś







